ODDZIELNE WYSTĘPOWANIE

Po wy­eliminowaniu w każdym poszczególnym przypadku tego, co należy uznać, iż pochodzi z któregoś z tych czterech czynników, chciałbym wiedzieć, co pozostanie, i wspa­niałomyślnie przystałbym na przypisanie tej nadwyżki poczuciu moralnemu, albo każdej innej dziwnej władzy, pod warunkiem, że ktoś ustali dokładnie, jaka jest ta nad­wyżka. Być może oczekuje się, że jesli istnieje taki szcze­gólny czynnik, jakim ma być to poczucie moralne, po­winniśmy je odczuwać w danych przypadkach oddziel­nie, wyodrębnione od innych, tak jak często odczuwamy radość, smutek, nadzieję i strach oddzielnie, bez domieszki innego uczucia. Tego jednak, jak sądzę, nawet nie można zakładać. Nigdy nie słyszałem o powołaniu się na taki przypadek, gdzie ten czynnik miałby występować od­dzielnie, bez domieszki sympatii czy antypatii, wdzię­czności czy resentymentu, percepcji zgodności czy nie­zgodności działania z ustaloną regułą i wreszcie bez ogól­nego poczucia piękna i porządku, które pobudzają zarów­no obiekty ożywione jak nieożywione.

PRZEDMIOTY CZYNNIKA

Gdy miłość, nie­nawiść, radość, smutek, wdzięczność, resentyment z wieloma innymi uczuciami, które mają być przedmiotami tego czynnika, zyskały wystarczające znaczenie, by otrzymać nazwy, pod którymi są znane, czyż nie zadziwiło nas, że nadrzędne pojęcie względem nich było tak mało dotąd zauważane, że z wyjątkiem paru filozofów nikt nie pomy­ślał, że warto byłoby nadać mu nazwę?Przy aprobacie jakiegoś przymiotu czy działania uczu­cia, których doznajemy, zgodnie z powyższym systemem, pochodzą z czterech źródeł, które różnią się między sobą.Po pierwsze, współodczuwamy motywy sprawcy; po drugie, włączamy się do wdzięczności tych, którzy do­świadczyli dobrodziejstwa jego działania; po trzecie, stwierdzamy, że jego zachowanie jest zgodne z ogólnymi zasadami, zgodnie z którymi zazwyczaj działają te dwie sympatie; i wreszcie, jeśli rozważamy takie działania jako części składowe systemu postępowania zmierzającego do przysporzenia szczęścia czy to jednostce, czy społeczeń­stwu, to zdają się one czerpać swoje piękno z ich uży­teczności, nie różniącej się bardzo od użyteczności przy­pisywanej dobrze pomyślanemu mechanizmowi.

WYJAŚNIENIE CZYNNIKA

Nie zgodziłbym się z każdym wyjaśnieniem czynnika aprobaty, które uzależnia go od szczególnego uczucia, różniącego się od Wszystkich innych; wszakże zadziwiające jest, że na to uczucie, które Opatrzność niewątpliwie – pragnęła uczynić kierującym czynnikiem natury ludzkiej, dotąd niewiele zwracano uwagi, tak że nie ma w żadnym języku jego nazwy. Słowo „poczucie moralne” zostało późno utworzone i jeszcze nie można uważać, że wchodzi w zakres języka angielskiego. Słowo „aprobata” zostało przyswojone dopiero w ostatnich latach, by oznaczać w specyficzny sposób wszystko, co należy do tego rodzaju uczuć. Używając tego słowa prawidłowo, aprobujemy coś, co całkowicie nas zadowala, kształt budowli, urządzenie mechanizmu, smak dania mięsnego. Słowo „sumienie” nie oznacza wprost żadnej władzy moralnej, dzięki któ­rej dokonujemy aprobaty czy dezaprobaty. Sumienie w rzeczywistości zakłada istnienie pewnego rodzaju takiej władzy i odpowiednio oznacza świadomość działania zgod­nie czy niezgodnie z jej wskazówkami.

NAMIĘTNOŚCI I AFEKTY UMYSŁU

Po drugie, jak już stwierdziłem , nie tylko różne apro­bowane i nieaprobowane namiętności i afekty umysłu ludzkiego zdają się być moralnie dobre czy złe, lecz słuszna czy niesłuszna aprobata wydaje się posiadać te same przymioty. Zapytam więc, jak to jest możliwe, zgod­nie z tym systemem, że aprobujemy czy dezaprobujemy właściwą czy niewłaściwą aprobatę. Wydaje mi się, że na to pytanie możliwa jest tylko jedna rozsądna odpowiedź. Trzeba powiedzieć, że gdy aprobata, z jaką nasz bliźni ogląda postępowanie trzeciej osoby, zgadza się z naszą, aprobujemy jego aprobatę i uważamy, że jest w pewnej mierze dobra moralnie; przeciwnie zaś, jeśli nie zgadza się z naszymi uczuciami, dezaprobujemy ją i uważamy ją w pewnej mierze za moralnie złą. Trzeba więc przyz­nać, że przynajmniej w tym jednym przypadku, zgodność lub niezgodność uczuć między obserwatorem i osobą obserwowaną stwarza aprobatę czy dezaprobatę moralną. Jeśli to występuje w jednym przypadku, to zapytam, dla­czego nie w każdym innym. Albo po co wyobrażać sobie, że nowa władza percepcji miałaby uzasadniać te uczucia?

 

APROBATA UCZUĆ

Aprobata obu tych uczuć w różnych okolicznościach może być całkowita i doskonała, lecz za sprawą pierwszego wzrusza­my się, drugie zaś nas uszlachetnia i nie ma żadnego podobieństwa między uczuciami, które one w nas wywołu­ją. Lecz zgodnie z teorią, którą próbowałem zbudować, tak być powinno. Ponieważ uczucia osoby, którą aprobuje­my, są w tych dwóch przypadkach całkowicie przeciw­stawne Wobec siebie i ponieważ nasza aprobata wynika z sympatii wobec tych dwóch przeciwstawnych uczuć, to, co czujemy w pierwszej sytuacji, niczym nie przypomina uczucia w drugiej. Lecz to nie mogłoby się zdarzyć, jeśli aprobata polegałaby na szczególnym doznaniu, które nie ma nic wspólnego z uczuciami, które aprobowaliśmy, lecz powstały pod wpływem obserwacji tych uczuć, jak każde inne uczucie na widok swojego obiektu. To samo występuje, jeśli chodzi o dezaprobatę. Przerażenie na widok okrucieństwa nie ma żadnego podobieństwa do pogardy wobec małoduszności. Obserwując te dwie różne przywary, mamy do czynienia z całkowicie różnym rodza­jem braku zgody między doznaniami naszego umysłu i umysłu osoby, której uczucia i zachowanie rozważamy.

ZWRACANIE UWAGI

Każdy zwraca uwagę na pierw­sze, prawie nikt nie stwierdza drugich. Jeśli aprobata i dezaprobata miały więc być tak jak wdzięczność i resentyment uczuciami szczególnego rodzaju, odrębnymi względem wszystkich innych, powinniśmy oczekiwać, że we wszystkich zmianach, którym mogą ulec, zachowają dalej ogólne cechy, które wyróżniają je jako uczucie szczególnego rodzaju, jasne, proste i łatwo się wyróżnia­jące. W rzeczywistości sprawa ma się odwrotnie. Jeśli zwracamy uwagę na to, co faktycznie czujemy, gdy w różnych okolicznościach dokonujemy aprobaty czy dezaprobaty, stwierdzamy, że nasze uczucie w jednym przypadku jest często całkowicie różne niż w drugim, i że w żadnym razie nie można znaleźć ich wspólnych cech. Tak więc aprobata wobec czułego, subtelnego i ludz­kiego uczucia jest całkiem różna od aprobaty, jaką dozna­jemy wobec uczucia, pod wrażeniem którego coś wydaje się nam znakomite, śmiałe i wspaniałomyślne.

WZGLĄD NA ZMIANY

To wyjaśnienie wszelako, choć można mu postawić te same zarzuty co poprzedniemu, jest narażone na dalsze zarzuty, które są równie nie do obalenia. Przede wszystkim, bez względu na zmiany, którym może ulec dane uczucie, to zachowuje ono ogólne cechy, które wyodrębniają je jako uczucie tego rodzaju i te ogólne cechy są zawsze bardziej uderzające i bardziej godne uwagi niż wszelka zmiana, jakiej może ulec w danym przypadku. Tak więc gniew jest uczuciem szczególnego rodzaju, i zgodnie z tym jego ogólne cechy są zawsze bar­dziej wyróżniające niż wszystkie zmiany, jakim może ulec w danym przypadku. Gniew na mężczyznę jest nie­wątpliwie czymś innym niż gniew na kobietę, a ten z kolei od gniewu na dziecko. W każdym z tych trzech przypad­ków ogólna pasja gniewu podlega różnej modyfikacji ze Względu na szczególny charakter jego obiektu, jak to łatwo może zauważyć uważny obserwator. Jednakże ogólne cechy tej pasji przeważają w każdym z tych przy­padków. Aby to stwierdzić, nie potrzeba skrupulatnych obserwacji; przeciwnie, jeśli chodzi o wyróżnienie zmian, potrzeba subtelnej uwagi.

CNOTA WYMAGA NAWYKU

Cnota wymaga nawyku i zdecydowania umysłu tak samo jak wrażliwości uczuć; niestety zaś, tych pierw­szych cech czasami brakuje tam, gdzie te drugie osiągają pełną doskonałość. Ta dyspozycja umysłu, jednakże, choć czasami ma do czynienia z niedoskonałymi przymio­tami, jest nie do pogodzenia z wszystkim, co jest znacząco występne i stanowi najszczęśliwszy fundament, na którym można wznieść superstrukturę doskonalej cnoty. Jest wielu ludzi, którzy mają dobre zamiary i poważnie zamyślają spełnić, co uważają za swój obowiązek, a którzy niezależnie od tego są nieprzyjemni z racji prostactwa uczuć moralnych.Otóż, choć uzasadnieniem czynnika aprobaty nie jest władza percepcji, która jest w jakimś względzie analogiczna do zmysłów zewnętrznych, to zapewne można go uzasad­nić szczególnym uczuciem, które zmierza tylko do jednego celu, a nie do innych. Można uznać, że aprobata i dezapro­bata są pewnymi doznaniami, czy uczuciami, które powstają w umyśle w wyniku postrzeżenia różnych przy­miotów i działań; i jak resentyment można nazwać poczuciem krzywdy, albo wdzięczność poczuciem wy­świadczonego dobrodziejstwa, tak one mogą zupełnie właściwie być nazwane poczuciem słuszności i niesłusz­ności, albo poczuciem moralnym (morał sense).

POPRAWNE UCZUCIE MORALNE

Nie ma innego wynaturzenia uczucia czy afektu, współodczuwaniu z którym nasze serce stawiłoby większy opor i które odrzuciłoby z większą nienawiścią i oburze­niem niż ten rodzaj uczucia; i dalecy od uważania takiej konstytucji umysłu jako osobliwej i uciążliwej, a nie pod  jakimś względem występnej i moralnie złej, winniśmy i raczej uważać ją jako ostatni, najohydniejszy etap deprawacji moralnej.Przeciwnie, poprawne uczucia moralne z natury rzeczy wydają się w pewnej mierze chwalebne i moralnie dobre. Człowiek, którego krytyka i pochwała obiektu we wszyst­kich okolicznościach odpowiada z największą dokładnością wartości czy brakowi wartości tego obiektu, zdaje się zasługiwać nawet na aprobatę moralną. Podziwiamy sub­telną odpowiedniość jego uczuć moralnych; kierują one naszymi własnymi sądami moralnymi i ze względu na ich niespotykaną i zaskakującą słuszność wzbudzają nawet zdumienie i pochwałę. Nie możemy oczywiście być zawsze pewni, że postępowanie takiej osoby będzie odpowiadało w jakimś względzie pełnej odpowiedniości i celności jego sądów dotyczących postępowania innych ludzi.

GŁOŚNE WYRAŻANIE PODZIWU

Gdybyśmy jednak zobaczyli człowieka głośno wyrazające go podziw i przyklaskującego na widok barbarzyń­skiej, niezasłużonej egzekucji, którą nakazał jakiś butny tyran, to oczywiście nie uważalibyśmy się za winnych popełnienia znacznej absurdalności nazywając to postę­powanie w najwyższym stopniu występnym i złym mo­ralnie, choć wyraża ono tylko zdeprawowane dyspozycje moralne, czyli absurdalną aprobatę tego ohydnego dzia­łania, tak jakby to było działanie szlachetne, wspaniało­myślne i znakomite. Nasze serce na widok takiego obserwatora zapomniałoby na moment o sympatii z cierpiącym i odczuwałoby jedynie przerażenie i obrzydzenie na myśl tak podłym nędzniku. Budziłby w nas nawet jeszcze większy wstręt niż tyran, który mógł się powodować sil­nym uczuciem zazdrości, strachu i resentymentu i z tego względu łatwiej byłoby mu wybaczyć. Lecz uczucia widza wydałyby się nam całkowicie pozbawione przyczyny racji i dlatego w najwyższym stopniu i całkowicie wstręt­ne.