ROZWAŻONY PROBLEM

Jeśli jednak rozważymy to jako problem kazuistyki, nie jest tak łatwo dać jednoznaczną odpowiedź. Czy I człowiek uczciwy, w wyniku sumiennego liczenia się z nienaruszalną regułą sprawiedliwości, która zaleca wykonanie wszelkich poważnych zobowiązań, nie uważał­by siebie za zobowiązanego do wykonania tego, jest co najmniej wątpliwe. To, że nie potrzeba brać pod uwagę rozczarowania nikczemnika, który sam doprowadził do tej sytuacji, że rozbójnik nie doznał żadnej szkody, a kon­sekwentnie zaś, że nic nie można wymusić siłą, to jest poza dyskusją. Bardziej uzasadniona byłaby, być może, kwestia, czy nie należy wziąć pod uwagę w tym przypadku jego godności własnej i honoru, względu na nienaruszalność tych przymiotów jego charakteru, które każą mu sza­nować zasadę prawdy, a mieć odrazę do wszystkiego, co zbliża się do oszustwa i kłamstwa. Ten punkt dzieli różnych kazuistów. Jedno stronnictwo, do którego możemy za­liczyć Cycerona spośród starożytnych, a spośród współ­czesnych Puffendorfa, jego komentatora Barbeyraca, a przede wszystkim świętej pamięci Hutchesona, który w większości wypadków wcale nie był chwiejnym kazuistą, stwierdzają bez wahania, że nie powinno się zwracać uwagi na takie przyrzeczenie, zaś myślenie przeciwne jest po prostu słabością i przesądem. Przedstawiciele drugie­go stronnictwa, do którego można zaliczyć  kilku staro­żytnych ojców Kościoła, a także wielu wy bitnych kazuistów współczesnych, są innego zdania i uważają takie przy­rzeczenia za obowiązujące.

PROBLEM PRAWOZNAWSTWA

Dam tuzinkowy przykład: rozbójnik grasujący na drogach grożąc śmiercią zobo­wiązuje podróżnego do przyrzeczenia mu pewnej sumy. Czy takie przyrzeczenie, w ten sposób wymuszone nie­sprawiedliwie zastosowaną siłą, winno się uważać za zobowiązujące, oto pytanie, nad którym wielce się dys­kutuje. Jeśli rozważymy je tylko jako pytanie prawoznawstwa, rozstrzygnięcie nie dopuszcza żadnej wątpliwości. Ab­surdalne byłoby uważać, że rozbójnik może być upoważ­niony do użycia siły, aby zmusić drugiego człowieka do i wykonania zobowiązania. Wymuszenie przyrzeczenia jest zbrodnią, która wymaga najwyższej kary, a wymuszenie I wykonania tego przyrzeczenia jest dodaniem nowej zbrodni do pierwszej. Nie może skarżyć się na krzywdę ktoś, kto został tylko oszukany przez osobę, która słusznie mogłaby go zabić. Zakładać, że sędzia mógłby domagać się wykonania zobowiązania, czy dopuścić do przegrania sprawy w trybunale, byłoby najbardziej humorystycznym I absurdem. Jeśli zatem rozważymy ten problem jako problem prawoznawstwa, nie będzie kłopotu z rozstrzy­gnięciem sprawy.

STOSUJĄC SIĘ DO ZASAD

Kazuiści, z drugiej strony, nie tyle badają, co można wymusić, a raczej co osoba, która ma zobowiązanie, zamierza sama zrobić licząc się z całkowicie nienaruszalnym, zgodnym z sumieniem liczeniem się z ogólnymi zasadami sprawie­dliwości i z poczuciem obawy, że albo można skrzywdzić bliźniego, albo zaszkodzić własnej uczciwości. Byłby to koniec prawoznawstwa, gdyby chciało ogłaszać reguły, jak ma postępować człowiek uczciwy. Stosując się do reguł prawoznawstwa, nawet jeśli uważamy je za doskona­łe, nie zyskamy nic ponad to, że będziemy wolni od kary zewnętrznej. Stosując się do reguł kazuistyki, jeśli uwa­żamy, że są takie, jakie być powinny, winniśmy zasługiwać na znaczną pochwałę ze względu na stosowną, skrupulatną wrażliwość w naszym postępowaniu. Często może się zdarzyć, że człowiek uczciwy, licząc 9 się z nienaruszalnym, zgodnym z sumieniem względem na ogólne reguły sprawiedliwości, musi uważać siebie za zobowiązanego do uczynienia wielu rzeczy, których,gdybyśmy ich od niego wymagali, albo gdyby jakiś sędzia albo arbiter narzucił mu je siłą,’ to byłoby to najwyższym stopniem niesprawiedliwości.

DRUGI ZESPÓŁ MORALISTÓW

Drugi zespół moralistów, do których możemy zali­czyć średniowiecznych i późniejszych kazuistów Kościoła katolickiego, jak również wszystkich tych, którzy w obec­nym i minionym stuleciu zajmowali się tym, co nazywamy prawoznawstwem naturalnym, nie poprzestaje na scha­rakteryzowaniu w ogólny sposób tego trybu postępowania, który by nam chcieli polecić, ale usiłują ustalić dokładne, ścisłe zasady do pokierowania każdym szczegółem naszego zachowania. Ponieważ sprawiedliwość jest jedyną cnotą, w stosunku do której można prawidłowo utworzyć takie dokładne zasady, ta właśnie cnota głównie stała się przedmiotem rozważań tych dwóch różnych zespołów pisarzy. Jednakże traktują oni ten przedmiot w bardzo różny sposób.Ci, co piszą o regułach prawoznawstwa, poprzestają na rozważaniu, co człowiek, wobec którego istnieje zobowiązanie, winien zamierzać, będąc sam upoważnio­ny do wymuszenia zobowiązania siłą; co każdy bezstron­ny widz winien aprobować z tego jego wymuszenia oraz do czego sędzia albo arbiter, któremu przedstawił swoją sprawę i który zgodził się wymierzyć sprawiedli­wość, winien zobowiązać drugą osobę nakazując ponie­sienie skutków lub wypełnienie zobowiązania.

TRAKTOWANIE ZASAD MORALNYCH

Na traktowaniu zasad moralnych w ten sposób polega nau­ka, którą prawidłowo nazwano etyką, nauka, która, choć jak krytyka, nie uznaje ścisłej precyzji, jest równie użyteczna, jak przyjemna. Poza wszystkim innym jest ona najbardziej podatna na ozdobność stylu i dzięki temu może przysporzyć, w miarę możliwości, nowych znaczeń skromnym zasadom obowiązku. Jej wskazówki w takim przybraniu i ozdobach są zdolne wycisnąć na łatwych do nagięcia postawach młodych ludzi naj­szlachetniejsze, trwałe wrażenia; jeśli zaś natkną się na wrodzoną wspaniałomyślność tego szczodrobliwego wieku, są w stanie natchnąć, przynajmniej na pewien czas, najbardziej bohaterskimi postanowieniami i w ten sposób ustanowić oraz utwierdzić najlepsze i najpożyteczniejsze nawyki, na które człowiek jest podatny. Jeśli jakiekolwiek wskazówki i napomnienia mogą ożywić nasz pociąg do praktykowania cnoty, to dzieje się to za sprawą tej wy­kładanej w ten sposób nauki.

ŻYWE OBRAZY OBYCZAJÓW

W ten sposób Cyceron w pierwszej księdze rozprawy 0 powin­nościach usiłuje skłonić nas do praktykowania czterech głównych cnót, a Arystoteles w praktycznych częściach swojej Etyki wskazuje różne nawyki, które miałyby pro­wadzić do umiarkowania w naszym postępowaniu, takie jak szczodrość, dzielność etyczna, wspaniałomyślność, a nawet dowcip i dobry humor, przymioty, które ten pobłażliwy filozof uznawał za ważne, by umieścić je w zestawie cnót, choć niefrasobliwość tej aprobaty, którą z natury rzeczy wobec nich stosujemy, nie powinna uprawniać ich do tak czcigodnych nazw.Takie dzieła przedstawiają nam przyjemne, żywe obrazy obyczajów. Za sprawą żywości opisów rozpa­lają w nas naturalne umiłowanie cnoty i zwiększają odrazę do występku. Zarówno słuszność, jak subtelność obser­wacji, może nam często pomóc w skorygowaniu na­szych naturalnych uczuć, a także w upewnieniu się w nich, jeśli chodzi o właściwe zachowanie; zaś sugerowanie wielu drobnych, delikatnych uwag pozwoli nastawić nas, by nasze postępowanie było bliższe właściwego postępowania niż bez takich wskazówek moglibyśmy je sobie wyobrazić.

UOGÓLNIONE UCZUCIE

Wszelako uogól­nione uczucie przyjaźni i bliskiego przywiązania, które jest wspólne wszystkim odmianom, można przedstawić z wystarczającym stopniem ścisłości. Naszkicowany jego obraz, choć zawsze będzie pod wieloma względami nie­pełny, może jednak wykazywać takie podobieństwo, że gdy natkniemy się na jego model, poznamy go, a nawet wyróżnimy go spośród innych uczuć, wobec których wy­kazuje znaczne podobieństwo, jak dobra wola, szacunek, poważanie, podziw.Ogólne opisanie zwykłego sposobu działania, do którego popycha nas wszelka cnota, jest jeszcze łatwiejsze. Fak­tycznie jest prawie niemożliwe opisać doznanie wewnętrzne, czy emocję, która jest podstawą cnoty, bez dokonania czegoś w tym rodzaju. Niepodobieństwem jest wyrazić przy pomocy języka, jeśli mogę sobie pozwolić na takie wyrażenie, niewidocznych cech wszystkich zróżnicowa­nych modyfikacji namiętności, tak jak one ukazują się wewnętrznie. Nie ma innego sposobu zaznaczenia ich i rozróżnienia między nimi, jak opis skutków, które one powodują zewnętrznie, zmiany powstające w fizjognomii, w nastroju i zewnętrznym zachowaniu, jak postanowienia, które sugerują, działania, do których popychają.

WEWNĘTRZNE DOZNANIE

Charakterystyka doznania wewnętrznego, z którego wy­nika każda cnota, choć to wymaga subtelnego i celnego pióra, jest jednakże zadaniem, które można wykonać tylko z pewnym stopniem ścisłości. Rzeczywiście, niemożliwe  jest wyrazić wszystkie zmiany, jakim ulega, czy powinno ulegać uczucie, zgodnie z Wszelkimi możliwymi zmieniają­cymi się okolicznościami. Są one nieskończone, a język ma za mało nazw, by wszystkie je oznaczyć. Uczucie przyjaźni, na przykład, jakie mamy dla starego człowieka, różni się od tego, jakie mamy dla młodzieńca; to, które odczuwamy wobec surowego człowieka, jest inne od tego, co czujemy wobec osoby o łagodniejszych i delikatniejszych manierach, a jeszcze inne od tego, co odczuwamy wobec i kogoś, o wesołym i żywym usposobieniu. Przyjaźń, jaką uświadamiamy sobie dla mężczyzny, jest różna od tej, jaką żywimy wobec kobiety, nawet gdy nie ma tu do- ; mieszki bardziej niewybrednej pasji. Jakiż to autor mógłby wymienić i stwierdzić te i wszystkie inne nieskończone odmiany, którym to uczucie może ulec?

PRAKTYCZNE ZASADY MORALNOŚCI

Skoro różne zasady moralne prezentują tyle różnych stopni ścisłości, autorzy, którzy próbują zebrać je i syste­matycznie uporządkować, czynią to na dwa sposoby; jedni z nich przyjmują na ogół luźną metodę zastosowaną zgodnie ze wskazaniami wynikającymi z rozważenia jednego rodzaju cnót; podczas gdy inni powszechnie usiłują wprowadzić do swojej teorii ten rodzaj ścisłości, na który podatne są tylko nieliczne z nich. Pierwsi piszą jak krytycy, drudzy jak gramatycy.Pierwsi, do których należy zaliczyć pisarzy starożyt­nych, zadowalają się ogólnym opisaniem różnych przywar i cnót i wskazaniem na szpetotę i ohydę jednej dyspozycji oraz właściwość i pomyślność drugiej, ale nie ustalili wielu ścisłych zasad, które by podtrzymywały dobro bez za­strzeżeń we wszystkich przypadkach. Usiłują oni jedynie stwierdzić, w tej mierze, jak na to pozwala język, po pierwsze, na czym polega doznanie wewnętrzne, na którym opiera się każda szczególna cnota, jaki . to rodzaj wew- ! nętrznego doznania czy uczucia tworzy istotę przyjaźni, człowieczeństwa, szczodrości, sprawiedliwości, wspaniało­myślności i wszystkich innych cnót, a także przywar, które są względem nich przeciwstawne; i po drugie, do i jakiego ogólnie przyjętego sposobu działania, zwyczajnego trybu postępowania naprowadzają nas te uczucia, albo jak to się dzieje, że człowiek przyjazny, szczodry, dzielny, sprawiedliwy i ludzki wybiera ten sposób działania.

TRAKTOWANIE ZASAD

Istnieje jeszcze inna teoria, która próbuje wyja­śnić nasze uczucia moralne przez sympatię, różną jednak od tej, którą ja usiłowałem zbudować. Jest to teoria głosząca, że cnota polega na użyteczności i wyjaśniająca przyjemność, z jaką obserwator rozważa użyteczność wszelkich jakości, sympatia ze szczęściem tych, którzy są pod jej wpływem. Ta sympatia zarówno różni się od sympatii, za której sprawą współodczuwamy motywy sprawcy, jak i od tej, dzięki której podzielamy uczucie wdzięczności osób, które doznały dobrodziejstw w wyniku jego działań. Jest to ten sam czynnik, co ten, za sprawą którego aprobujemy dobrze pomyślany mechanizm. Ża­den jednak mechanizm nie może być obiektem której­kolwiek z tych dwóch ostatnio wspomnianych sympatii.Stwierdziłem już w trzeciej części tej rozprawy , że zasady sprawiedliwości są jedynymi ścisłymi i precy­zyjnymi zasadami moralnymi; że zasady wszystkich innych cnót są luźne, chwiejne i nieokreślone; że pierwsze można przyrównać do zasad gramatyki, drugie zaś do tych, jakie ustanawiają krytycy w ocenie wzniosłości i elegancji kompozycji oraz że przedstawiają nam one raczej ogólną ideę doskonałości, do której winniśmy dą­żyć, niż występują z pewnymi i niezawodnymi wskazów­kami do ich osiągnięcia.