NARUSZENIE REGUŁ

W zaniedbaniach tego rodzaju, zasada, która zostaje naruszona, jest za­zwyczaj niezbyt określona i na ogół jest takiej natury, że choć zastosowanie się do niej może przynieść zaszczyt i nagrodę, naruszenie jej zdaje się nie narażać na bez­względną naganę, krytykę czy karę. Kazuiści zdają się uważać praktykowanie takich cnót za czynność nado­bowiązkową, czego nie można ściśle wymagać i wobec tego nie ma konieczności, aby tym się zajmować.Naruszenia powinności moralnej, które trafiły do trybu­nału spowiednika i z tego względu znalazły się w kompe­tencji kazuistów, są więc głównie trzech rodzajów.Przede wszystkim i głównie reguły sprawiedliwości są tutaj wszystkie wyraźne i kategoryczne, zaś ich naruszeniu towarzyszy świadomość zasługiwania na karę i strach przed jej doznaniem, karę nałożoną zarówno przez Boga, jak przez drugiego człowieka.Po drugie, naruszenie reguł niewinności. Te reguły we wszystkich bardziej rażących przypadkach są narusze­niem reguł sprawiedliwości i nikt nie może być winny ich popełnienia bez spowodowania najbardziej niewybaczal­nej krzywdy drugiej osobie. W mniej znaczących przypad­kach, jeśli sprowadzają się tylko do naruszenia wymaga­nych dobrych obyczajów, do których winno się stosować w rozmowie przedstawicieli dwóch płci, istotnie niesłusz­nie byłoby je uważać za naruszenie zasad sprawiedliwości.

POWINNOŚCI MORALNE

Nabycie kwalifikacji spowiedni­ka stało się tym sposobem częścią studiów duchownych i kapłanów i w ten sposób obejmowali oni to wszystko, co nazywamy sprawami sumienia, delikatne, subtelne sytuacje, w których trudno określić, jak właściwie postąpić. Wyobrażano sobie, że rozprawy ze zbiorem takich kwestii mogą być pożyteczne dla przewodników sumień tak samo jak dla tych, którymi się kieruje; i stąd wzięły się księgi kazuistyczne.Powinności moralne wchodzące w zakres rozważań kazuistów sprowadzały się głównie do tych, które przy­najmniej w pewnej mierze są ograniczone zasadami ogól­nymi i których pogwałceniu naturalnie towarzyszy pewien stopień wyrzutów sumienia i strach przed poniesieniem kary. Celem tej instytucji, która zapoczątkowała ich rozprawy, było uspokojenie obaw sumienia, które wystę­powały przy naruszeniu takich powinności. Nie każdemu jednak niedostatkowi cnoty towarzyszą skrupuły tego rodzaju i nikt nie zgłasza się do spowiednika, by otrzymać rozgrzeszenie z powodu niespełnienia najbardziej dobro­czynnych przyjacielskich i wielkodusznych czynów, które w jego sytuacji miał możliwość spełnić.

SPOSÓB BYCIA

Liczni przebiegli duchowni w tamtych czasach przesądów wkradli się do zaufania prawie każdej prywatnej rodziny. Opanowali całą ograniczoną wiedzę dostępną w tamtych czasach, a ich sposób bycia, choć pod wieloma względami prymitywny i wyuzdany, był jednak zgodny z obyczajami i ukazywał pewną ogładę biorąc pod uwagę wiek, w którym żyli. Uważano ich zatem nie tylko za przewodników we wszystkich obowiązkach religijnych, lecz także moralnych. Zażyłość z nimi przynosiła dobre imię wszystkim, którzy mieli szczęście nią się szczycić, zaś każdy znak ich deza­probaty naznaczał głęboką hańbą wszystkich tych, którzy mieli nieszczęście być jej obiektem. Ponieważ uważano ich za wielkich arbitrów tego, co dobre i co złe, to z natury rzeczy radzono się ich w sprawach wszystkich możliwych wątpliwości i uważano za godne pochwały, by świat wiedział, że tym świętym mężom powierzono wszystkie sekrety i nikt nie uczynił ważnego lub delikatnego po­sunięcia bez ich rady i aprobaty. Nie było więc trudne dla duchowieństwa ustań wić jako ogólną regułę, by im powierzać to, co już zwyczajowo im powierzano, zanim przyjęto tę zasadę.

NAJBARDZIEJ TAJNE CZYNY

Dzięki tej instytucji najbardziej tajne czyny, a nawet myśli ludzi, które można było podejrzewać, że odstępowały choć trochę od reguł chrześcijańskiej niewinności, musiały być wyzna­ne spowiednikowi. Spowiednik informował swoich grzesz­ników, czy i w jakim względzie nie spełnili swoich powin­ności i jaką pokutę to pociąga, zanim mógł im dać roz­grzeszenie w imieniu Boga, któremu uchybili. Świadomość popełnienia zła, a nawet podejrzenie, że to się stało, jest ciężarem na sercu każdego, a towarzyszy temu niepokój i trwoga wszystkich tych, którzy nie mają za­twardziałych grzesznych nawyków. W tej, jak w każdej innej przygnębiającej sytuacji, ludzie oczywiście pragną z całych sił zrzucić ciężar tego ucisku, który odczuwają na swoich sumieniach przez wyjawienie męki swego serca osobie, której mogą zaufać, jeśli chodzi o dyskrecję i za­chowanie tajemnicy. Wstyd, jaki odczuwają przyznając się do grzechu, w pełni wynagradza złagodzenie ich niepokoju za sprawą sympatii, której powiernik rzadko skąpi. Przynosi im ulgę to, że nie są całkowicie niegodni względów, i że choć ich postępowanie w przeszłości może spotkać się z krytyką, to obecną ich postawę co najmniej się aprobuje; być może to wystarcza, by stanowić kom­pensatę wcześniejszego postępowania, a przynajmniej do zachowania dla nich odrobiny szacunku przyjaciół.

NA CZYM POLEGA RÓŻNICA

Ten przykład może posłużyć do ukazania, na czym polega różnica między kazuistyką a prawoznawstwem, nawet jeśli w obu przypadkach rozważa się zobowiązania wobec ogólnych reguł sprawiedliwości.Lecz choć ta różnica jest prawdziwa i istotna, choć te dwie nauki proponują całkiem różne cele, to ponieważ przedmiot obu jest identyczny, powstało między nimi takie podobieństwo, że większość autorów’, których po­wołaniem było zajmować się prawoznawstwem, rozwią­zywała różne przez nich badane problemy czy to zgodnie z zasadami tej nauki, czy zgodnie z zasadami kazuistyki, nie odróżniając, a być może nawet nie zdając sobie sprawy, kiedy postępowali w pierwszy, a kiedy w drugi sposób.Teoria kazuistyczna wszelako nie ogranicza się do roz­ważań, czego wymaga od nas skrupulatne liczenie się z ogólnymi regułami sprawiedliwości. Obejmuje wiele innych działów chrześcijańskiej powinności moralnej. Do rczwoju tego typu nauki przyczynił się głćwnie zwyczaj osobistej spowiedzi wprowadzonej przez wyznanie ka­tolickie w barbarzyńskich czasach ciemnoty.

KONIECZNA CNOTA

Wierność jest tak konieczną cnotą, że na ogół uważamy, że należy się nawet tym, wobec których nie mamy innych powinności i co do których uważamy, że mamy prawo ich zabić czy zrujnować. Nie ma żadnego znaczenia, że człowiek, który złamał słowo, nalega, że złożył przyrzeczenie, by uratować swoje życie, a złamał je, gdyż dotrzymanie byłoby sprzeczne z innymi ważnymi powinnościami. Te okoliczności mogą złagodzić hańbę, ale nie mogą całkowicie jej wymazać. W wyobrażeniach ludzi odpowiada on za czyn, z którym ściśle kojarzy się pewien zakres hańby. Złamał przyrzeczenie, chcć uro­czyście zaręczał, że je dotrzyma. Jego charakter, jeśli nie splamiony i splugawiony nieodwracalnie, to przynajmniej jest naznaczony śmiesznością, którą będzie bardzo trudno całkowicie wymazać; jak sobie wyobrażamy, żaden czło­wiek, który miał przygodę tego rodzaju, nie będzie chciał opowiedzieć o swoim doświadczeniu.

ODSTĘPSTWO OD ZASAD

Co najmniej jest to odstępstwo od najwyższych i najszlachetniejszych zasad wielkoduszności i honoru. Dzielny człowiek winien raczej umrzeć niż złożyć przyrze­czenie, którego nie będzie mógł dotrzymać bez popełnienia błędu albo złamać bez ściągnięcia na siebie sromoty. Pewna hańba zawsze bowiem idzie w parze z taką sytu­acją. Zdrada i fałsz są tak niebezpiecznymi występkami, a jednocześnie tak łatwo i w wielu sytuacjach tak bez­piecznie im folgować, że bardziej się ich wystrzegamy niż innych. Nasza wyobraźnia kojarzy więc ideę wstydu z wszelkimi rodzajami niedotrzymania słowa, we wszyt- kich okolicznościach i każdej sytuacji. W tym względzie przypomina to zadanie gwałtu dziewiczości kobiety, cnoty, której z tych samych względów strzeżemy zazdroś­nie; nasze uczucia w stosunku do pierwszego z tych przy­padków nie są bardziej subtelne niż w stosunku do dru­giego. Zgwałcenie dziewicy rzUca hańbę po wieczne czasy. Żadne okoliczności, żadne zachody tego nie usprawiedli­wią, żaden żal, żadna skrucha nie złagodzi. Jesteśmy tak wrażliwi w tym względzie, że nawet zwykły gwałt uważa się za haniebny, zaś niewinność serca w naszych wyo­brażeniach nie może zmyć splugawienia ciała. To samo występuje w przypadku wiarołomstwa, gdy dano uroczyste przyrzeczenie nawet najbardziej bezecnemu osob­nikowi.

USTALENIE SŁUSZNOŚCI

Ogólnie można powiedzieć, że ustalenie ścisłej słuszności wymaga wzięcia pod uwagę wszystkich takich przyrzeczeń, jeśli nie jest to sprzeczne z innymi powinnościami, które są bardziej nienaruszalne; takimi jak wzgląd społeczny wobec tych, dla których wdzięczność, naturalne przywiązanie, czy reguły właściwej życzliwości nakazują nam łożyć na ich utrzymanie. Wsze­lako, jak wyżej zwróciłem na to uwagę, nie rozporzą­dzamy ścisłymi regułami do określenia, jakie winno być działanie zewnętrzne ze względu na te motywy, ani, co z tego wynika, kiedy to cnoty nie są zgodne ze spełnianiem takich przyrzeczeń. Należy jednakże stwierdzić, że jeśli kiedykolwiek łamie się takie przyrzeczenie, choć z najbardziej koniecznych przyczyn, to zawsze związane to jest z pewną sromotą spadającą na tego, kto dokonał przyrzeczenia. Po doko­naniu przyrzeczenia możemy być przekonani o niewłaści­wości ich spełnienia. A jednak złożenie przyrzeczenia jest błędem.

ZA POMOCĄ ŚCISŁYCH REGUŁ

Człowiek, który doprowadziłby się do nędzy, czy człowiek, który wyrzuciłby sto tysięcy funtów szterlingów, choć mógł sobie pozwolić na wydanie takiej sumy, jeśli robił to ze względu na dotrzymanie słowa danego złodziejowi, ludziom o zdrowym rozsądku wydałby się w najwyższym stopniu absurdalny i ekstrawagancki. Taka hojność wy­dałaby się sprzeczna z jego powinnością wobec siebie i wo­bec innych, w ten sposób wzgląd na wymuszone w ten sposób przyrzeczenie w żadnym razie nie byłby aprobo­wany. Ustalenie jednak za pomocą ścisłej reguły, jakiej miary wzgląd winien obowiązywać, czyli jaka najwięk­sza kwota mogła być zapłacona, jest oczywiście niemożliwe. Zmienia się to zgodnie z charakterem osób, ich sytuacją, zgodnie z tym, jak uroczyste było przyrzeczenie, a nawet w zależności od tego, jakie zdarzenie poprzedziło spotka­nie stron; jeśli zaś przyrzekający”’został potraktowany z tego rodzaju znaczną galanterią, z którą czasami można się spotkać ze strony Osób o najbardziej zdeprawowanych charakterach, to w tym przypadku więcej się należy liczyć z przyrzeczeniem niż w innych.

ZGODNIE Z ODCZUCIAMI

Jeśli rozważyć ten problem zgodnie ze zwykłymi od­czuciami ludzi, to stwierdzimy, że należy uznać pewien wzgląd nawet na przyrzeczenie tego rodzaju. Niemoż­liwością jest jednak określić to za pomocą ogólnej zasady, która by dotyczyła bez wyjątku wszystkich przypadków. Człowieka, który z całą swobodą i łatwością składa tego rodzaju przyrzeczenia i bez większego skrępowania je łamie, nie powinniśmy wybrać na naszego przyjaciela czy towarzysza. Szlachcic, który przyrzekłby rozbójnikowi pięć funtów i nie dotrzymał tego, spotkałby się z pewną naganą. Gdyby jednak przyrzeczona kwota była bardzo znaczna, byłoby bardziej wątpliwe, jak należy postąpić. Gdyby, na przykład, tak było, że wypłata całkowicie zrujnowałaby rodzinę przyrzekającego, gdyby kwota była tak pokaźna, że wystarczyłaby do przyczynienia się do spełnienia bardzo ważnych zamierzeń, byłoby w pew­nym stopniu występne, a przynajmniej bardzo niewłaściwe rzucić ją ze Wżględu na konwenans w tak niegodne ręce.